12.05.2011 Wersja do druku

Nasyciłem się już komediami

TOMASZ KOT opowiada o tym, dlaczego przeniósł się z rodziną z Warszawy do Kalisza i o ładowaniu akumulatorów w teatrze. - Nie mam problemów z tym, jak mnie ludzie postrzegają. Bardziej przyglądam się temu na zasadzie eksperymentu - mówi.

Przez ostatnie pięć lat grał Pan głównie w filmach, sporadycznie angażując się w teatr. Teraz można Pana oglądać na kaliskiej scenie w dramacie Petera Turriniego "Mój Nestroy" [na zdjęciu]. Kiedy czytałem sztukę Turriniego, nie zdziwiłem się, że został Pan zaproszony do grania roli tytułowej. Wystarczy popatrzeć na spis pańskich ról filmowych i telewizyjnych, gdyż najwięcej wśród nich lekkich, łatwych i przyjemnych, a nie tych ważkich i poważnych. - Nie będę owijał w bawełnę. Ta propozyja przyszła do mnie zaraz po premierze "Ciacha". Byłem lekko załamany. Miałem dosyć takich filmów rozrywkowych. Człowiek za każdym razem ufa i wierzy, że powstanie fajny film, a nie zawsze to wychodzi. I wtedy właśnie Igor Michalski, dyrektor teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, zaproponował mi granie "Nestroya". Otwartym tekstem powiedział mi, że bohater sztuki jest trochę podobny do mojej drogi zawodowej. Nie mam problemów z tym, jak mnie

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Tomasz Kot: nasyciłem się już komediami

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Głos Wielkopolski nr 109

Autor:

Stefan Drajewski

Data:

12.05.2011