"Król Lear" w reż. Cezarijusa Graužinisa w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Pisze Łukasz Drewniak w Dzienniku - dodatku Kultura.
Ktokolwiek widział "trylogię szekspirowską" Eimuntasa Nekrośiusa, spektakle Tuminasa i Korśunovasa, ten nie ma wątpliwości, że istnieje litewski sposób na Szekspira. Wrocławski "Lear"Graužinisa idzie przetartym szlakiem. Podejrzewam, że Cezaris Graužinisa nie zdecydowałaby się dać tej premiery w Wilnie. Jest coś takiego jak litewska "klątwa króla Leara". To właśnie na tej tragedii potknął się Nekrośius. Pracował nad nią cztery lata od 1987 do 1991 roku, przerywał, nie kończył. Nie wytrzymał ani ciśnienia arcydzieła, ani oczekiwań europejskiej i amerykańskiej widowni widzącej w nim "bałtyckiego Roberta Wilsona". Otarł się o szaleństwo, depresję, chorobę. Jego nieukończony spektakl, w którym grany przez Vladasa Bogdanasa Lear nosił ze sobą wielki kamień, symbol jego okrutnego serca, stał się legendą. Wielcy rywale Nekrośiusa - Tuminas, Vaitkus, Korśunovas - celowo nie sięgają po ten tytuł, bo czują, że pierwszeństwo w jego insc