18.09.2013 Wersja do druku

Narodowy na uchodźctwie

Nie wszyscy Polacy zdążyli zjeść zupę, gdy ogłoszono, że "Rewolucja.." się zaczyna. Mała grupka, oderwana od wliczonego w cenę biletu lunchu powędrowała za ściankę w położonym nad barem Lanigan's Theatre Upstaris (teatr na pięterku), by na godzinę przenieść się w koszmar polskiej transformacji - pisze Joanna Derkaczew w felietonie dla e-teatru.

Kasia Lech, jako Wiktoria z "Rewolucji balonowej" Julii Holewińskiej wyciągała z pudełka pomięte historyjki z gumy Donald, wykrzywione puszki po zagranicznych napojach, zeszyty z wrażeniami z pierwszej podróży na zachód. Śmietnik pięknych marzeń, które zamieniły się w zawstydzające wspomnienia zalewał maleńką scenę, a aktorka, walcząc z napierającymi z tyłu kolorowymi balonami opowiadała o rozczarowaniu wszystkim, co przyniósł nowy, porewolucyjny świat. Szkolne wycieczki do MacDonald's zamiast do muzeum. Rosnące rachunki zamiast bezpieczeństwa socjalnego. Zwariowani, rozwiedzeni rodzice-dorobkiewicze zamiast wspierających rodziców-autorytetów. Fakt, że Kasia Lech mogła grać sztukę po polsku, to sprawka dyrektora Theatre Upstairs Karla Shielsa. Shiels podobnie, jak Tomasz Karolak, po latach sukcesów na scenie i na ekranie postanowił założyć teatr, działający niemal charytatywnie. Umożliwia debiuty młodym artystom, promuje nowe teksty, za bi

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Joanna Derkaczew

Data:

18.09.2013

Wątki tematyczne