"Strachu NIE MA" w reż. Łukasza Chotkowskiego, koprodukcja Teatru Powszechnego w Warszawie, Instytutu Adama Mickiewicza i Teatru Kasba Arghya z Kalkuty oraz "Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy" Jolanty Janiczak w reż. Wiktora Rubina w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Pisze Szymon Spichalski w Teatrze dla Was.
I Polskę nawiedziły potężne trzęsienia. Tylko że nie sejsmiczne - rolę płyt tektonicznych przejęły ścierające się frakcje polityczne i orientacje ideologiczne. Wśród wielu punktów zapalnych jednym z wzbudzających najwięcej emocji jest kwestia kobieca. Ślady tych konfliktów można znaleźć w polskim teatrze. I bynajmniej nie mówię tu tylko o współczesności. Sprawa aborcji wzbudzała emocje już blisko sto lat wcześniej. W 1930 roku Leon Schiller wystawił w łódzkim Teatrze Miejskim sztukę "Cjankali" niemieckiego dramatopisarza Friedricha Wolffa. W Republice Weimarskiej wymowa utworu odbiła się szerokim echem. Stało się tak ze względu na krytyczne podejście twórcy do zakazu usuwania ciąży, ustanowionego na mocy surowego 218 paragrafu kodeksu karnego. Dramat przedstawia historię bezrobotnej dziewczyny, która pozbawiona środków do życia postanawia popełnić aborcję. Dozorca domu znajduje ślady krwi i zawiadamia policję, a ta aresztuje m