Logo
Recenzje

Nadawanie na tych samych falach

27.02.2026, 14:22 Wersja do druku

„Good Waves Only” Agi Błaszczak i Pawła Bernadowskiego w Teatrze Ochoty w warszawie. Pisze Marek Zajdler w portalu naszteatr.pl.

fot. mat. teatru

Wyruszając w poszukiwanie Płetwala 52, „najbardziej samotnego wieloryba”, twórcy spektaklu „Good Waves Only” – Aga Błaszczak i Paweł Bernadowski – zapraszają nas w podróż do świata dźwięków. To nie tyle teatr w klasycznym rozumieniu, ile bardziej zaprojektowany w najdrobniejszych szczegółach laboratoryjny performans o potrzebie komunikacji. O istocie głosu, zwłaszcza tego niesłyszalnego, bądź spychanego na margines w zaszumionym informacją świecie. I o umiejętnym słuchaniu, bez którego dźwięki rozpłyną się w pustej przestrzeni.   

Odnalezienie wieloryba, który jako jedyny nadaje sygnały w innej niż pozostałe częstotliwości, staje się obsesją, a może rodzajem dziecięcej fantazji bohatera monodramu. Stawia on sobie za cel doprowadzenie do międzygatunkowego kontaktu, aby odpowiedzieć na samotny oceaniczny zew mitycznego, bo nigdy nie zaobserwowanego płetwala. Towarzyszymy Pawłowi Bernadowskiemu w jego chałupniczych badaniach naukowych wśród morza kabli, ekranu do prezentacji, projektora, głośników, odbiorników i sterujących tymi utensyliami laptopa. Przeglądamy wspólnie pliki i podmorskie internetowe kamerki, obserwujemy rozchodzenie się fal dźwiękowych w misce z wodą, zabawne próby podwodnej komunikacji w akwarium czy już całkiem absurdalne prace nad translatorem mowy ludzkiej na śpiew wieloryba.

Wszystkie te paranaukowe zabiegi to jednak tylko pretekst. Wstęp do zbudowania atmosfery współodczuwania niemal kosmicznej alienacji, a jednocześnie poruszenia w widowni strun empatii, którą już za chwilę twórcy przetransformują z olbrzymiego ssaka na ludzi. To oni bowiem pisać będą do Płetwala 52 listy pocieszenia, które dość szybko okażą się odzwierciedleniem ich własnych stanów samotności. Ich własnych niesłyszalnych głosów ginących w chaosie codzienności, w nieśmiałości, wycofaniu, niezrozumieniu czy neuroróżnorodności.   

Listy stają się pretekstem do rozszerzenia badawczego projektu o ludzkie doświadczenia wyobcowania. Pięć odbiorników radiowych stojących na ustawionych w półokręgu krzesłach głosami młodych i starszych, zapracowanych i zawodowo spełnionych opowiada o swoich relacyjnych lękach. O głosie, który więźnie w gardle, gdy trzeba się odezwać. O bezpiecznym dialogu ze świętym obrazkiem, który zastępuje komunikację z poddającymi ocenie najbliższymi. O permanentnym kołowrocie życia nie dającym czasu na nawiązanie relacji. O poczuciu wykluczenia z grupy i powolnym świadomym odsuwaniu się od ludzi. O płytkich i powierzchownych kontaktach, które rozpływają się w morzu pozorów. O nieprzystosowaniu do otoczenia. O zawieszeniu w pustce. O uzależniającym introwertyzmie. O ostatecznej ucieczce w głąb siebie.

Bernadowski nie ocenia, pozwala nam wsłuchać się w płynące z głośników zwierzenia, rozmościć się w emocjach. Jednocześnie porusza antenami stykając je ze sobą, jakby pokazując, że rozwiązania są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy odnaleźć ludzi nadających na tych samych falach. Współdzielenie samotności to pierwszy krok do jej ograniczenia.   Poruszając te nuty spektakl nie stroni zarazem od czułego i subtelnego humoru. Obserwowanie ubranego w kamizelkę ratunkową bohatera, który przemierza morskie szlaki z aparaturą nagłośnieniową i wysyła w eter tłumaczone na śpiewny język wieloryba listy, budzą uśmiech i emocjonalne wzruszenie. Podobnie jak z nagła wyskakujące na ekranie przypomnienie o telefonie do dziadka – samotność jest przecież problemem nie tylko pogubionych młodych, ale znacznie częściej pozostawionych w zapomnieniu seniorów. Problem wzajemnego niesłyszenia dotyka więc empirycznie przeprowadzającego badanie naukowca, bo przecież dotyczy większości z nas.   

Czy w oceanie uderzających zewsząd informacji i przebodźcowanym świecie wyindywidualizowanych osób faktycznie skazani jesteśmy na samotność? Światło latarki miga wewnątrz akwarium, wzburzona woda rzuca bezwiednie pływające plastikowe figurki, łącząc je przypadkowo i natychmiast rozdzielając, jak zderzające się elektrony w chaosie wszechświata. Gdzieś tam w świetlnym powidoku widać płetwala i rozpuszczające się w wodzie litery kierowanych doń słów. I samotną stojącą na dnie figurkę ubraną w żołtą kamizelką bohatera.   Dźwięki. Głosy. A czasem ich brak. Cisza milczącego telefonu, cisza krzyczących, lecz nie kierowanych do nas komunikatów social mediów, cisza hałasu myśli w głowie, powolne zanikanie w świadomości innych i własnej.

„Good Waves Only” z wyczuciem obserwuje i pozwala zrozumieć, a nawet poczuć, że inni mają podobnie. Że rozwiązaniem nie jest ucieczka, nie jest nim także ciągłe bezgłośne „wołanie w pędzącym świecie”, zwłaszcza, gdy nikt nie słucha. Poszukiwanie własnego głosu, własnej częstotliwości łączy się bowiem z umiejętnością odbioru i potrzebą otwartości. Skuteczna komunikacja wymaga nie tylko nadawania, ale też poświęcenia uwagi na słuchanie. Poświęcenia obecności. Bo dopiero gdy będziemy się wzajemnie słuchać, a nie tylko słyszeć, pojawi się przestrzeń do dialogu i porozumienia.    

Teatr Ochoty nadaje młodzieżowym językiem twórców na całkiem dobrych falach.

Tytuł oryginalny

Nadawanie na tych samych falach

Źródło:

naszteatr.pl
Link do źródła

Autor:

Marek Zajdler

Sprawdź także