Logo
21.10.2011 Wersja do druku

Na szczęście nikt do mnie nie strzela...

- Jestem weteranem grania negatywnych postaci. Ale jak ktoś jest niski, łysy i kwadratowy, nie może być pozytywnym bohaterem - mówi ADAM FERENCY. Aktor wystąpi w sobotę na deskach Teatru Jaracza podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Demoludy.

W Olsztynie zagrał pan swój pierwszy czarny charakter... - W 1978 roku zagrałem u was główną rolę w "Woyzcku", gdzie bohater morduje swoją ukochaną. To był mój debiut, mimo że nie pierwszy raz pojawiłem się na scenie. Wcześniej zaczynałem w warszawskim Teatrze na Woli w "Przedstawieniu Hamleta we wsi Głucha Dolna". W tej sztuce też zagrałem główną rolę, ale popełniłem takie błędy, że aż było mi wstyd! Pamiętam, jak Tadeusz Łomnicki mówił mi wtedy: - Kto ci dał dyplom, kto ci dał dyplom? Po premierze chciałem zapaść się pod ziemię. W Olsztynie, na szczęście, już się poprawiłem, czyli "Woyzeck" był dla mnie poligonem doświadczalnym. W czarny charakter wcielił się pan też filmie "Bitwa warszawska 1920"... To też był dla pana poligon? - Jestem weteranem grania negatywnych postaci. Ale jak ktoś jest niski, łysy i kwadratowy, nie może być pozytywnym bohaterem. A wracając do poligonu, każda rola to dla mnie takie doświadczenie,

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Na szczęście nikt do mnie nie strzela...

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Olsztyńska Nr 246(dodatek)

Autor:

Ada Romanowska

Data:

21.10.2011