EN
31.10.1986 Wersja do druku

Na równi pochyłej

Od dłuższego już czasu przestałem pisywać felietony "Z mojej loży". Z przyczyn osobistych, prywatnych. Ale, być może również dlatego, że zbyt słabe i dorywcze dawały echo i że nie bardzo było o czym pisać systematycznie, parę razy na miesiąc. Teatr polski przechodzi nie najlepszy okres - zbyt często i zbyt słusznie trzeba mu wytykać różne przewiny, chociaż oczywiście daleko mu do stanu jakiegokolwiek kry­zysu, w jakim go widzą krytycy popędliwi, w zbyt gorącej wodzie kąpani. Chociaż umilkłem, nie przestałem oddychać teatrem, a to, że uprzejmi dyrektorzy (nie wszys­cy!) przysyłają mi nadal zaproszenia na premiery, pozwala mi w dalszym ciągu dość uważnie przyglądać się spektaklom prezentowanym w stolicy. Pamiętam też mądrą maksymę: nieobecni nie mają racji; a już zwłaszcza nie mają jej w tak zmiennych sezonach teatralnych, jak obecne. Od wielu lat śledząc polską literaturę dramatyczną i produkcję użytkową dla scen, od lat towa

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Perspektywy nr 44

Autor:

JASZCZ

Data:

31.10.1986

Realizacje repertuarowe