EN

1.10.2019 Wersja do druku

Na pożegnanie króla Bula

Kobuszewski był od zawsze, od kiedy pamiętam. Cieszę się, że jego pogoda pozostanie w pamięci moich dzieci, które wychowały się na bajkach z udziałem pana Jana. Odchodzi wraz ze swoim światem, w którym aktor był aktorem, i wystarczyło - pisze Adam Willma w Gazecie Pomorskiej.

Jakiś czas temu oglądałem wywiad z Janem Kobuszewskim. Już starym i schorowanym. Prowadzący starał się jak mógł, żeby wycisnąć z wielkiego aktora sensacyjkę do chwytliwego tytułu. A tu nic, nuda. Żadnych złośliwostek, żadnych politycznych aluzji. Ot, starszy pan z problemami starszego pana. Starszy pan od sześciu dekad z jedną żoną, który wybitne kreacje pozostawia na scenie. Kobuszewski był od zawsze, od kiedy pamiętam. Cieszę się, że jego pogoda pozostanie w pamięci moich dzieci, które wychowały się na bajkach z udziałem pana Jana. Odchodzi wraz ze swoim światem, w którym aktor był aktorem, i wystarczyło. To trochę jak z czułym wspomnieniem babci, którą kocha się w pamięci za ciepło, za zapach kuchni, za kompres, gdy użądliła pszczoła. I jeśli były w PRL-owskiej mitrędze jakieś oazy bezpiecznego ciepła, to właśnie dzięki takim postaciom. Jak bardzo ludzie tacy jak Jan Kobuszewski nie przystają do współczesnych ról... Do pl

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Na pożegnanie króla Bula

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Pomorska nr 229

Autor:

Adam Willma

Data:

01.10.2019