Nagle stały się modne wszelkie przeróbki i przystosowywania sceniczne. No, więc: hajże na Adaptację! I już można powiedzieć, że nikt przed twórcą i realizatorem nowej adaptacji nie wprowadził jej do teatru. Wtedy nieważna staje się sprawa wyboru danego scenariusza, który wyrósł na cudzych drożdżach z tworzywa nie dramaturgicznego. Prawdziwi odkrywcy adaptacji usprawiedliwionych potrzebami sceny i wnoszący istotny wkład do dziejów teatru -giną, przytłoczeni ambicjami swoistych karierowiczów dramatycznych, dla których ani wybór dzieła, ani kongenialność przekładu z jednego gatunku literackiego na inny rodzaj literacki - nie stanowi głównego celu. Skoro zaistniała moda na odkrycia przeróbek scenicznych - należy być za wszelką cenę - modnym. Ten głód adaptacji w naszych teatrach jest pozornym głodem, jako zjawisko artystyczne. Głodem, nie wynikającym z niedożywienia dramaturgiczną strawą przeciętnego i masowego konsumenta kulturalnego, ów g
Tytuł oryginalny
Na marginesie mody
Źródło:
Materiał nadesłany
"Gazeta krakowska" nr 296