Wystawiając "Manewry miłosne", bezpretensjonalną trzyaktową komedię muzyczną Turskiego, zrobił dyr. Skąpski duże ustępstwo na rzecz tzw. szerokiej publiczności. Sztuka ta bowiem, pozbawiona większych ambicyj artystycznych, przypadła bardzo do smaku publiczności szczecińskiej, która tłumnie zapełniła salę Teatru Polskiego. Nie należy z tego powodu załamywać rąk, gdyż procent tego rodzaju sztuk jest w programie Teatru Polskiego bardzo mały, poza tym chodzi o związanie jak najszerzej rzeszy publiczności z teatrem. Amator "Manewrów miłosnych" pójdzie na pewno na "Roxy", a zobaczywszy "Roxy" zawędruje na poważniejszą sztukę. Ale nawet dla bardziej wybrednych zwolenników Melpomeny stanowią "Manewry miłosne" miłe rozmaicenie repertuarowe, dając możność zobaczenia - po farsie i komedii satyrycznej - komedii muzycznej. Z aktorów "rasową" grę pokazał właściwie tylko p. Michelski W., doskonały, pełen scenicznego temperamentu aktor. Inni, z wjątk
Tytuł oryginalny
Na marginesie "Manewrów miłosnych"
Źródło:
Materiał nadesłany
"Kurier Szczeciński" nr 9-10