23.10.1975 Wersja do druku

Na bezrybiu

Dziwnie zaczyna się sezon w Warsza­wie. Najlepsze teatry czają się po kątach, coś w ciszy szykują, przy­gotowują. Żadnemu dyrektorowi nie wpadło do głowy, że właśnie na po­czątku warto wyskoczyć z jakąś waż­ną premierą, że tak powinno się star­tować. A jeżeli już ktoś z czymś się po­kazuje, to jak samobójca. Premiery chy­bione i literacko, i reżysersko, i aktorsko. Nie tylko złe, ale nijakie i nudne. Aż dziw bierze, że tak łatwo można tyle wysiłku i pracy marnować i to tylko dlatego, że komuś brakuje pomy­słu, zdrowego sądu, gustu czy po prostu oleju w głowie. Tym, że będzie pusto w kasie, jakoś też nikt się nie martwi. Może wszyscy przestraszyli się Teatru Telewizji, który ma robić 158 premier rocznie zjadając cały repertuar klasycz­ny i współczesny, nie mówiąc już o ak­torach i reżyserach. Na razie nic nowe­go nie ma. Ani w Teatrze Telewizji, ani na scenach w Warszawie (z wyjątkiem "Pluskwy") W takiej sytuacji wo

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Na bezrybiu

Źródło:

Materiał nadesłany

Literatura nr 43

Autor:

Jan Kłossowicz

Data:

23.10.1975

Realizacje repertuarowe