14.11.2016 Wersja do druku

My już nie potrafimy wykrzesać z siebie prawdziwych emocji

Ten tekst jest bardzo współczesny. Nieudane związki, zwłaszcza długoletnie, zawszy były, są i będą. Nie wiem, czy to świat jest taki, czy my nie potrafimy krzesać prawdziwych emocji. Marhta - bohaterka, w którą się wcielam - winą za swoje nieudane życie, podjęte i niepodjęte decyzje, obarcza męża George'a. Skąd my to znamy? - mówi Ewa Kasprzyk o swojej roli w spektaklu "Kto się boi Virginii Woolf" w Teatrze Polonia.

Ktoś powiedział, że rola Marthy, którą gra Pani w spektaklu "Kto się boi Virginii Woolf?", jest pisana jakby specjalnie dla Pani. Taka bliska jest Pani ta postać? - To jest przede wszystkim genialny tekst, na taka rolę czeka się latami. A jak przyjdzie, to jest radość i lęk czy się podoła. Myślę, że fakt, iż spektakl powstał w Teatrze Polonia Krystyny Jandy, że wyreżyserował go Jacek Poniedziałek, będący też autorem świetnego przekładu, wreszcie moi znakomici partnerzy - to wszystko złożyło się na sukces spektaklu. A że ta rola jest mi bliska emocjonalnie, to prawda. Moja Martha jest kobietą pozornie silną, bardzo wymagającą, nie liczącą się z nikim. Potrafi niszczyć ludzi, jeśli uważa, że na to zasługują. Jest bardzo prawdziwa w tym, co o sobie mówi. Ten tekst jest szalenie uniwersalny, dotyczy dwóch par małżeńskich, jednej z większym, drugiej z niewielkim stażem. Ich spotkanie przeradza się w rodzaj zagadkowej, perwersyjnej i

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

My już nie potrafimy wykrzesać z siebie prawdziwych emocji

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski online

Autor:

Rozmawiała Jolanta Ciosek

Data:

14.11.2016