04.11.2013 Wersja do druku

Musi ocalić świat męża. Ale na razie nie może pojąć, dlaczego odszedł...

Życie DANUTY MAKSYMOWICZ i JERZEGO JAROCKIEGO to były dwa bieguny. Jeden to choroby, szpitale, kolejne operacje reżysera, drugi - czas wspólnej radości z premier i otrzymanych nagród. Ostatnią, Felixa Warszawskiego, odbierała Danuta Maksymowicz przed rokiem już sama...

To w tym niemałym pokoju, w nierzucającym się w oczy domu blisko centrum Krakowa mieszkał Jerzy Jarocki przez ostatnie ponad 30 lat. Choć właściwie w ostatniej dekadzie życia, realizując spektakle głównie w Teatrze Narodowym, tu przebywał znacznie rzadziej. Pokój zastawiony jest regałami z książkami, czasopismami, dokumentami medycznymi, teczkami z papierami. W przepastnych szufladach: korespondencja, zapiski reżysera. Pod oknem pokoju duży stół założony papierami, stosami zdjęć. Oprawione fotografie reżysera wiszą też na ścianach. To przy tym stole w rok po śmierci wielkiego twórcy teatralnego rozmawiam z Danutą Maksymowicz-Jarocką. Szczupła, niewyglądająca na swe lata aktorka, zwróciła na siebie uwagę - tak urodą, jak i talentem - już od pierwszych ról. To właśnie w inscenizacjach Jerzego Jarockiego pogłębiła, jak pisano, dramatyzm i ekspresję swego aktorstwa - w "Matce" Witkacego (1972), w "Życie jest snem" Calderona (1983), w "G

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Musi ocalić świat męża. Ale na razie nie może pojąć, dlaczego odszedł...

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 256/02/03-11-13

Autor:

Wacław Krupiński

Data:

04.11.2013