"Szczęśliwe dni" w reż. Lei Maleni w Teatrze Nowym w Poznaniu. Pisze Stefan Drajewski w Polsce Głosie Wielkopolskim.
Beckett w "Szczęśliwych dniach" bez budowania napięcia rzuca publiczność w głęboką pustkę. Od początku możemy się spodziewać, że niewiele się tu wydarzy, że bohaterka nic ze sobą nie zrobi, chociaż non stop gada. "W teatrze Becketta - pisał przed laty Jan Błoński - czas zmierza do bezczasu, ciało do rozkładu, działanie do nieruchomości, mówienie do milczenia, istnienie do nieistnienia". "Szczęśliwe dni" nie różnią się pod tym względem od "Końcówki", "Kroków"... Scena przypomina studio telewizyjne, w którym ma się za chwilę rozpocząć nagranie spektaklu teatralnego. Pośrodku wzgórze usypane z piasku i kamieni. Na szczycie widzimy kobietę. To Winnie. Z dziury u podnóża góry, co jakiś czas wychyla się Willie i czyta ogłoszenia. "Szczęśliwe dni" to traktat o przemijaniu kobiety. Winnie ma świadomość, że młodość i piękność nie są dane na zawsze. Wie, że nadszedł już czas pożegnania się z młodością i rozpoczyna si�