28.10.2005 Wersja do druku

Moja znajomość z Jerzy Grzegorzewskim

- Grzegorzewski to wielki artysta teatru, to ukazanie polskiej inteligencji drogi twórczej pracy. Przecież przeżywamy tak straszny upadek ducha, że nie możemy się pozbierać - mówi prof. Stanisław Fijałkowski o JERZYM GRZEGORZEWSKIM.

Bartłomiej Miernik: Bardzo rzadko udziela Pan wywiadów. Stanisław Fijałkowski: Na ten zgodziłem się, ponieważ bardzo lubiłem Grzegorzewskiego, który był moim uczniem, wprawdzie nie w pracowni malarskiej, lecz na "Podstawach kompozycji". Ten ważny przedmiot ostał się jeszcze z czasów, kiedy wykładał go Władysław Strzemiński, a ja starałem się zachować z jego programu jak najwięcej. Grzegorzewski odznaczał się dziwną przekorą w wykonywaniu ćwiczeń. Powinno się mu niekiedy postawić ocenę niedostateczną, bo to, co przedstawiał, zakrawało na kpiny. Słynny egzamin z latawcem... No więc właśnie. Przywiązał ogon do krzesła i biegał po polu razem z kolegami, wmawiając nam, że to się uniesie (śmiech). Oczywiście, nikt w to nie wierzył i on też nie, ale twardo mówił, że to poleci. Jak na tego typu zachowania reagowali wykładowcy? Ja się śmiałem. Wiedziałem, że to nie jest student, którego można klasyfikować tak jak innych. Na któ

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Moja znajomość z Jerzy Grzegorzewskim

Źródło:

Materiał nadesłany

Teatr nt 7/8

Autor:

Bartłomiej Miernik

Data:

28.10.2005

Wątki tematyczne