EN
30.11.2018 Wersja do druku

Moja Turandot

7 grudnia w Operze i Filharmonii Podlaskiej premiera "Turandot". O swojej wizji opery Pucciniego opowiada reżyser białostockiej inscenizacji Marek Weiss. - Bez względu na to, jak zostanie oceniona premiera, jaki będzie ostateczny rezultat, a tego nigdy nie można przewidzieć, to muszę zaliczyć ten spektakl i pracę w Białymstoku do najszczęśliwszych dni w mojej karierze. Zapewniam, że nie wyjdziecie z tego spektaklu obojętni - mówi reżyser.

Białostocką "Turandot", osadził Pan w uniwersalnej scenerii piekła współczesności. Dlaczego sięga Pan dziś po właśnie to dzieło? - Wierzę w to, że na scenie teatru czy opery najważniejszy jest żywy człowiek. To, że widzimy go w tym samym czasie i że oddycha on tym samym powietrzem, czyta te same książki, martwi się tymi samymi problemami społecznymi i prywatnymi co my, obliguje nas do tego, żeby potraktować go jako sprawę kluczową, zasadniczą, postawić w centrum uwagi. Wszystkie dodatki do tego, a jest ich wiele, są poniżej tej kategorii. Pierwszym dodatkiem, tak samo ważnym, jest muzyka, natomiast te wszystkie opowieści, po które sięgamy: historyczny kostium, perypetie związane z jakimiś wydarzeniami z przeszłości, są drugorzędne w stosunku do tego człowieka, którego widzimy, który przekazuje nam swoje emocje i który jest prawdziwy. Cała reszta to ułuda. Żeby osiągnąć katharsis, katharsis teatralne, w którym przeżywamy emocje, wz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Moja Turandot

Źródło:

Materiał nadesłany

Kurier Poranny nr 233

Autor:

Joanna Dolecka

Data:

30.11.2018