"Szaweł" w reż. Jacka Głomba w Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy. Recenzja Leszka Pułki.
"Szaweł" kapitalnie wpisał się w tradycję tych widowisk teatru Jacka Głomba, w których słychać bicie serc postaci, a magia sceny dzieje się na wyciągnięcie ręki Jest Wielki Czwartek. Zbieramy się na zrujnowanym dziedzińcu starego magazynu przy ulicy Jordana. Ludziska stają w koło. Mimo wiosny wiatr studzi krew. W dłoniach krążą plastikowe kubeczki z winem. Płonie ognisko. Klimat pikniku. Spod żelaznych schodów wychodzą owinięci szmatami muzykanci. Na saksofonie, bębenku i akordeonie intonują charakterystyczną, żydowską melodię. Niewielka grupa śpiewa "O Bogu mówi każdy okruch świata, hymny mu śpiewa rozgwieżdżone niebo". Fakt. Zapalają się pierwsze gwiazdy. Obrazek jak z tv. Zza płotu wybiega Szaweł (Przemek Bluszcz). Szczuje psem chrześcijan okutanych w marne płaszcze. Pochodnie. Krzyki. Przerażenie. Rzymianie rozganiają agresywnych Żydów. W powietrzu świszczą kamienie. Żołnierze Piłata wycofują się. Tumult cichnie. Dr