13.03.2008 Wersja do druku

Mogę grać nawet w stodole

- Graliśmy lub przeprowadzaliśmy działania parateatralne w więzieniu, w szkołach, na obozach harcerskich, w domach pomocy społecznej. Mogę grać nawet w stodole, byle deszcz nie lał się za kołnierz widzów i aktorów - mówi ROMAN GARBOWSKI ze Studia Teatralnego Komedianci w Zielonej Górze.

Rozmowa z ROMANEM GARBOWSKIM, szefem Studia Teatralnego Komedianci: Po co zorganizował pan w Zielonej Górze teatr Komedianci? - Tylko z pobudek egoistycznych. To znaczy? - Poszedłem na emeryturę, ale nie przestałem być aktorem. Postanowiłem stworzyć miejsce, gdzie będę mógł się wyżyć. Później okazało się, że w moim teatrze chcą grać inni. Proszę mi wierzyć, że nie chodziło o dodatkowy zarobek, a o zagranie czegoś, o czym marzymy. Proszę o przykład takiego spełnienia. - Uwielbiam twórczość Czechowa, ale nigdy nic nie zagrałem tego mistrza. Dlatego przetłumaczyłem opowiadania, zaadaptowałem je na scenę i siebie obsadziłem. Na 40-lecie pracy scenicznej przygotowałem aż cztery rzeczy Czechowa i w każdej zagrałem główną rolę. Komedianci to scena prywatna? - Przez 10 lat byliśmy stowarzyszeniem. Teraz dla każdej realizacji szukamy nowego opiekuna, sponsora. Nie macie jednego mecenasa? - Cały czas jesteśmy pod opieką Uniwersytet

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Mogę grać nawet w stodole

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Lubuska nr 58/8-9.03.

Autor:

Alfred Siatecki

Data:

13.03.2008