- Trzeba robić filmy dobre! Niezależnie od gatunku trzeba je po prostu robić dobrze - mówi MACIEJ STUHR, aktor Teatru Dramatycznego w Warszawie.
Jeszcze nie jest tak znany i lubiany, jak jego ojciec Jerzy. Dał się już poznać i wielu dobrych stron, zabawiał dowcipami w kabarecie "Po żarcie". Teraz chce stworzyć porządny literacki kabaret. Nigdy nie zagra w tasiemcowym serialu, ale być może napisze książkę. Paweł Pliszka: Poszedłeś w ślady ojca i zostałeś aktorem. Czy zrobisz kolejny podobny krok i staniesz po drugiej stronie kamery? Maciej Stuhr: - Jeśli zdarzy się tak, że zajmę się reżyserią, to na pewno nie dlatego, by iść dokładnie taką samą drogą jak ojciec. Stanie się to tylko wtedy, gdy poczuje taką potrzebę, kiedy będę wiedział, że coś chcę ludziom powiedzieć za pomocą obrazu i to "coś" będzie wartościowe i ważne. Na razie tego nie czuję. Nie czuję się na siłach, by stanąć za kamerą. Ale nie zarzekam się. Być może kiedyś przyjdzie taki moment, że zainteresuję się reżyserią. Chciałbym się w życiu rozwijać, uczyć nowych rzeczy. Chciałbym jeszcze wie