"Czarodziejski flet" w reż. Anny Długłęckiej w Operze Wrocławskiej. Pisze Magdalena Talik w Polsce Gazecie Wrocławskiej.
Nowy "Czarodziejski flet" w Operze Wrocławskiej to spektakl straconej szansy. Reżyserce Annie Długołęckiej nie udało się z niego zrobić ani pełnej przepychu, rubasznej baśni ani moralitetu o drodze, jaką musi przejść człowiek, by osiągnąć dojrzałość. W zamian otrzymujemy wizualnie dość ciekawy szereg scen, które drastycznie obnażają nie tylko mało wyrafinowane libretto Schikanedera, ale przede wszystkim stają się dla widza nużące i przewidywalne. Opera Wolfganga Amadeusza Mozarta jest bodaj jedną z najtrudniejszych do odczytania, bo swego rodzaju kicz i naiwność postaci przenika się tu nierozerwalnie z wartościami najwyższymi, jak mądrość, męstwo czy miłość. A wydarzenia na scenie trzeba traktować ze sporym przymrużeniem oka, gdyż służą w dużej mierze po prostu dobrej rozrywce. Zresztą w czasach Mozarta przybywająca na "Czarodziejski flet" publiczność nie zaliczała się do najbardziej wyrafinowanej, dlatego w libretcie nie