18.06.2009 Wersja do druku

Miejsce dla eksperymentu

- Boję się, że działając radykalnie zabijemy najbardziej kreatywny i niedający się łatwo skomercjalizować wymiar kultury. A to on decyduje, jaka jest kultura jako całość, a nie to, ile osób było na spektaklu czy na koncercie. Bez ryzyka i eksperymentu kultura nie będzie się rozwijać - mówi Aneta Szyłak, kuratorka, dyrektorka Instytutu Sztuki Wyspa w Gdańsku o proponowanej przez prof. Hausnera reformie finansowania i zarządzania kultury.

Roman Pawłowski: Jak pani ocenia propozycje reformy finansowania i organizacji kultury, które w ubiegłym tygodniu w "Gazecie" przedstawił prof. Jerzy Hausner? Aneta Szyłak: Zgadzam się z wieloma jego diagnozami. Publiczne instytucje kultury są rzeczywiście często za duże i źle zarządzane. Wiele z nich kręci się wokół własnego ogona, bo większość pieniędzy idzie na utrzymanie struktury. W wielu panuje inercja. Problem w tym, że rozwiązania, które proponuje prof. Hausner, oparte są na założeniu, że kultura może się w dużej części samofinansować. A to jest niemożliwe w europejskim kraju, takim jak Polska. Propozycje Hausnera przypominają mi amerykański system finansowania kultury, który w dużej mierze opiera się na źródłach prywatnych i korporacyjnych. Tylko ułamek pochodzi z National Endowment for the Arts (organizacja zarządzająca narodowym budżetem kulturalnym). Jednak system ten działa w USA od ponad 200 lat. Amerykańskie społecz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Miejsce dla eksperymentu

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta wyborcza nr 141 online

Autor:

Roman Pawłowski

Data:

18.06.2009

Tematy w toku