Całe swoje bogate zawodowo życie łączył potem MIECZYSŁAW KARLICKI z osobistą pasja tworzenia, zaszczepioną mu w Łodzi. Do końca życia malował świętych, frasobliwych, madonny i obdarowywał nimi szczodrze zaprzyjaźnione osoby.
Byłam osobą dwudziestoparoletnią, kiedy w roku 1984 poznałam Mietka Karlickiego, w okolicznościach dosyć szczególnych. Za sprawą dyrektora teatru "Baj", Krzysztofa Niesiołowskiego, jako studentka wydziału reżyserii teatru lalek, mogłam skorzystać z pomocy pracowni plastycznej teatru przy realizacji mego szkolnego warsztatu - "Pokutnika z Osjaku" R. Brandstaettera. Było to przedsięwzięcie całkowicie prywatne, nie posiadałam też żadnych środków finansowych na jego realizację. Mietek jako kierownik techniczny teatru "Baj" wyraził zgodę na bezinteresowną pomoc pracowni teatralnej w tym przedsięwzięciu, a także udział mój i męża w wykonywaniu części koniecznych zadań. Wspólna kilkumiesięczna praca, zakończona premierą spektaklu w podziemiach kościoła przy ul. Żytniej w Warszawie stała się podwaliną mojej i męża przyjaźni z Mietkiem. Miałam poczucie, że nasze wspólne "wariackie" dosyć przedsięwzięcie miało swoją wagę w jego życiorysi