Logo
20.01.1992 Wersja do druku

Miasto liczy psie nosy

W kącie obskórnego pokoiku, przy szklance mocnej herbaty inteligent bez zajęcia śni o sobie, że śni. Z pokładów jego podświadomości wyła­niają się jak klisze teatralnej pamięci kolejne postacie w dziwnych konfiguracjach: Stary Hemingway-Lear, węsząca odór śmierci Kordelia, Gloucester-Joyce, Szalony Tomek; wjeżdżające na ławce znieruchomiałe trzy siostry, funkcjona­riusze przemocy beztrosko wygrywający pałkami na swoich tarczach jakąś rytmiczną a wesołą melodię, podrygujący marionetkowy arcybiskup, biskupi wstający z martwych, by za chwilę być zgniecionymi w machinie przemocy, kolumny świątyni rozpływające się gdzieś w niebycie. Świat zwariował. Rzecz dzieje się w czasie jednej grudniowej nocy i odniesienia rocznicowe stają się nagle zbyt jednoznaczne. Umowność brutal­ności i przemocy wymyka się absurdalności snu: jest zbyt dosłowna. Czysta forma nie znosi dosłowności. Stąd, mimo plastycznego wysmako­wania spektaklu i doskonałe

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Miasto liczy psie nosy

Źródło:

Materiał nadesłany

Goniec Teatralny Nr 3

Autor:

Ewa Gałązka

Data:

20.01.1992

Realizacje repertuarowe