29.11.2006 Wersja do druku

Miałem nawet karaluchy

U Lupy nauczyłem się budowania roli ze skojarzeń i obserwacji. Była między nami wspaniała komitywa, to dotyczyło nie tylko mnie, ale także innych aktorów - mówi ANDRZEJ HUDZIAK, aktor Starego Teatru w Krakowie.

W legendarnych "Dziadach" w reż. Konrada Swinarskiego był chłopem, który zjada jaja na twardo, gdy Jerzy Trela wygłasza "Wielką Improwizację". Jego czas przyszedł w latach 90. Zagrał szalonego uczonego, mordercę własnej żony w "Kalkwerku" Thomasa Bernharda w reżyserii Krystiana Lupy. To najważniejsze przedstawienie tamtych lat, które nieznanego aktora zmieniło w gwiazdę polskiego teatru. Niedawno zdobył nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu w Karlowych Warach - zagrał poetę Mirona Białoszewskiego w filmie "Parę osób, mały czas" Andrzeja Barańskiego. Krystian Lupa, z którym pracuje Pan od prawie 30 lat, powiedział o Panu: "Hudziak to fantasta i marzyciel, wyznawca zewnętrznych i wewnętrznych podróży". O jakie podróże chodzi? Andrzej Hudziak: - Zawsze interesowało mnie szukanie czegoś bardziej autentycznego, niż mam na co dzień. Jest taka książka "Zielone piekło" Raymonda Maufrais. Ten Francuz po II wojnie światowej wyruszył na wypr

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Miałem nawet karaluchy

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 276/27.11.06 dodatek - Duży Format

Autor:

Roman Pawłowski

Data:

29.11.2006