19.11.2019 Wersja do druku

#Metoo po krakowsku

Decyzja, by ujawnić molestowanie i mobbing, do którego miało przez lata dochodzić w teatrze, nie była łatwa. Powodów, które zamykały aktorkom usta, jest wiele. Typowo krakowski niepokój, "co ludzie sobie pomyślą", obawa, że spotkają się ze środowiskowym ostracyzmem, ale także lęk, że złamią sobie karierę i dostaną etykietkę aktorek konfliktowych i "niezatrudnialnych", przed którymi zamkną się wszystkie drzwi - pisze Maja Narbutt w tygodniku Sieci.

Lizał aktorki po szyi, wkładał im język do ucha, mówił sprośne rzeczy. Tak opowiadają o dyrektorze aktorki krakowskiego teatru. On zapewnia, że jest niewinny: I zachowywał się po ojcowsku, a jeśli jakąś aktorkę przytulił, to dlatego że było jej zimno Dlaczego zareagowałyśmy dopiero teraz? Dlaczego długo nie zgłaszałyśmy problemu i nie mówiłyśmy publicznie, co nas spotyka ze strony dyrektora? Tak właśnie zapytał mnie starszy kolega z teatru. Odparłam: " A jeśli bym ci to opowiedziała zaraz po kolejnym incydencie, to co byś zrobił? Poszedłbyś do niego?". Zapadło głuche milczenie - opowiada mi Alina Kamińska, aktorka teatru Bagatela. Decyzja, by ujawnić molestowanie i mobbing, do którego miało przez lata dochodzić w teatrze, nie była łatwa. Powodów, które zamykały aktorkom usta, jest wiele. Typowo krakowski niepokój, "co ludzie sobie pomyślą", oraz obawa, że spotkają się ze środowiskowym ostracyzmem, bo kalają własne teatralne gn

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

#Metoo po krakowsku

Źródło:

Materiał nadesłany

Sieci nr 46/18/24-11-19

Autor:

Maja Narbutt

Data:

19.11.2019

Tematy w toku