"Na dnie" w reż. Ireneusza Janiszewskiego w Teatrze Nowym w Łodzi. Pisze Łukasz Kaczyński w Polsce Dzienniku Łódzkim.
Dotąd odczytując znamienny tytuł pierwszej w sezonie premiery w łódzkim Teatrze Nowym - "Na dnie" - lękano się, czy aby nie wieszczy on chudych lat sceny. Kuriozalna i bezpodstawna, ale o wiele wygodniejsza dla tego teatru dziś interpretacja, sugerować może, iż dno to stan, do którego doprowadził poprzedni dyrektor artystyczny Zbigniew Brzoza, a teraz w Nowym będzie już tylko lepiej. "Na dnie" jest rzeczywiście demonstracyjnym zerwaniem z wizją Brzozy, nic godnego nie proponuje jednak w zamian. A sądząc po frekwencji i problemach, jakie były z usadzeniem tłumnej publiczności, szykowało się wydarzenie nieprzeciętne. Ekstremalne sytuacje, w jakich umieszcza się bohaterów, są z reguły twórczo płodne. Galeria barwnych ludzkich typów, które los ze sobą złączył, ich życiorysy, które wikłać można do granic możliwości, rodzą sztuki-samograje, które reżyser może napełnić niemal każdą treścią. W "Na dnie" w piwnicach wynajętych biedakom,