Logo
Recenzje

Mąż i żona

30.09.2026, 08:52 Wersja do druku

„Mąż i żona” Aleksandra Fredry w reż. Michała Zadary w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Pisze Martyna Jopa w portalu wroclaw.dlastudenta.pl.

fot. Mikołaj Pływacz

Dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu – Michał Zadara zapowiadając nadchodzący sezon, wspominał o powrocie do tekstów klasycznych. Tak też się dzieje i najnowszą premierą jest "Mąż i żona" Aleksandra Fredry w reżyserii samego dyrektora instytucji. Twórcy czerpią inspirację z komedii, dostosowując ją do dzisiejszej publiczności, co zaciera ponad 200-letnią przepaść między tekstem a premierą na deskach teatru. Choć postaci w sztuce jest pięć to wciela się w nie dziewięć aktorów i aktorek. Właśnie dlatego premiera spektaklu zaplanowana została na dwa dni zamiast jednego (25 i 26 września). 

Spektakl jest komedią omyłek o czwórce bohaterów żyjących w miłosnym czworokącie, jeśli nie jest to zbyt mocne określenie. Wacław i Elwira to zamożne małżeństwo tzw. klasy wyższej. Najlepszy przyjaciel Wacława – Alfred to młody hrabia uwodzący zarówno Elwirę, jak i służącą małżeństwa – Justysię. Wokół czterech bohaterów rozgrywa się akcja pozornie wyglądająca na banalne zdarzenia losowe. Jednak relacje między postaciami komplikują się i stawiają pytania o miłość w perspektywie majątku czy zdrady.

Zadara tworząc inscenizację zdublował obsadę. Oznacza to, że każda z czterech głównych postaci grana jest przez dwóch aktorów lub aktorki. Daje to aż 16 wersji jednego spektaklu. Zabieg jest imponujący pod względem organizacji pracy twórców, ale również koresponduje z kwestiami relacji międzyludzkich podejmowanymi przez Fredrę.

Obsada z premiery przedstawienia 26 września, które recenzujemy: Dariusz Bereski (Wacław), Martyna Witowska (Elwira), Igor Kowalik (Alfred), Marta Kulas (Justysia, gościnnie), Marek Feliksiak (kamerdyner, grany przez Feliksiaka w każdej wersji spektaklu).

Twarze znane wrocławskim widzom są barwne i porywające. Jednak w pierwszej połowie sztuki uwydatnia się brak "chemii" między aktorami. Z czasem relacje nabierają dynamiczności, ale początek nie porywa humorem. Należy jednak pamiętać, że przedstawienie z 26 września to zaledwie jedna z szesnastu opcji inscenizacji. Wobec tego można porównywać różne konfiguracje obsady, co z pewnością będzie zmieniać wydźwięk sztuki.

Tekst jest w spektaklu bardzo bliski oryginałowi, przez co dialogi przypominają klasyczny formą teatr. Połączenie języka XIX-wiecznego z współczesnymi elementami (np. laptop) jest groteskowe i wydaje się podkreślać zakłamanie i próżność wyższych warstw. Choć jest to ciekawy krok w łączeniu klasycznej komedii ze współczesnością, to nie jest najłatwiejszy w odbiorze.

Twórcy nie zdecydowali się na użycie mikroportów, przez co wiele szybkich wypowiedzi było niezrozumiałych dla osób siedzących w tylnych rzędach. I nie jest to ani trochę wina dykcji aktorów! Ciekawym motywem przeplatającym się w spektaklu jest wyraźna zmiana płyt winylowych w odtwarzaczu. Niemal każda postać wykonuje tę czynność na przodzie sceny, co działa jak przejęcie przez nią głosu czy zmiana perspektywy. Zadara burzy również czwartą ścianę, przez co aktorzy odważnie wchodzą w interakcje z widzami, odrywając nieco przedstawienie od klasycznych i sztywnych ram.

Teatr Polski we Wrocławiu bardzo postarał się z marketingiem premiery, ale sam spektakl nie jest reprezentantem teatru zaangażowanego, jakiego widzowie potrzebują. Oczywiście, można mówić tu o "sztuce dla sztuki" i komercyjnych aspektach. Jednak w mojej opinii (młodej widzki), teatr ma uczyć krytycznego myślenia i wobec tego można, a nawet należy, dopasowywać różne teksty pod współczesną sytuację społeczeństwa. Widzowie, którzy oczekiwali po tym przedstawieniu aktualnego głosu w kwestii podziałów społeczych i politycznych będą zatem rozczarowani. Natomiast ci oczekujący słynnego tekstu w nowych szatach, dostaną sporą porcję rozrywki, ale nic więcej.

Komedia zrealizowana dla samego humoru nie jest teatrem gorszym czy niższym sortem. Mimo wpadek technicznych, premiera na otwarcie sezonu w Teatrze Polskim we Wrocławiu wypada zadowalająco, choć nie spełni oczekiwań bardziej wymagających widzów. Eksperyment z mnogością wariantów obsady także działa jak miecz obusieczny. Wobec tego trudno sklasyfikować to przedstawienie jednoznacznie.

Tytuł oryginalny

Mąż i żona - recenzja spektaklu

Źródło:

wroclaw.dlastudenta.pl
Link do źródła

Autor:

Martyna Jopa

Data publikacji oryginału:

28.09.2026

Sprawdź także