EN
22.10.2008 Wersja do druku

Marzenia na brzegu Radomki

Witolda Gombrowicza cenię od zawsze. Jest moim guru. Odpowiada mi jego widzenie Polski i Polaków. Do dziś spostrzeżenia sprzed kilkudziesięciu lat nie straciły na aktualności - uważa Wojciech Kępczyński, pomysłodawca Festiwalu Gombrowiczowskiego, reżyser, dyrektor teatru w Radomiu w latach 1991-1998.

Kiedy wygrałem konkurs na stanowisko dyrektora teatru w Radomiu, postanowiłem nadać tej placówce nowe oblicze. Nie chciałem, by był to teatr lektur przeplatanych farsami. Zamarzyłem, by Radom stał się ośrodkiem Gombrowiczowskim. Pomysł wydawał się szalony, ale pasjonujący. Nie zraziło mnie nawet to, że sam Gombrowicz urodzony w Małoszycach pod Opatowem pisał w "Dzienniku", że "Radom jest brzydki nawet o zachodzie słońca". Wiedziałem, że festiwal zdobędzie odpowiednią rangę, jeśli uda mi się zaprosić Ritę Gombrowicz. Wielka dama przyjęła nasze zaproszenie, choć, jak sama potem przyznała, "nie wiedziała nic zarówno o Radomiu, jak i Wojciechu Kępczyńskim". Do dziś jesteśmy w przyjaźni. Pierwsza edycja festiwalu okazała się nadspodziewanym sukcesem. Nie będzie przesady, jeśli powiem, że cały Radom żył tą imprezą. Oprócz spektakli odbywały się wystawy, koncerty, wspólne biesiady. Miałem okazję przygotować trzy edycje imprezy, któ

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Marzenia na brzegu Radomki

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 248 online

Autor:

Jan Bończa-Szabłowski

Data:

22.10.2008