Można zacząć tak: w celi skazań siedzą podejrzane typki. Nie wiemy jeszcze za co, co się z nimi stanie, jaki będzie ich los. Ale przeczuwamy, że coś im grozi. Akcja toczy się w surowej, szarej scenerii. Potężne słupy-bryły, ciemne tło, tajemnicze światła z oddali, nękająca nerwy muzyka dopełniają grozy. Trzech opryszków czeka na śmierć. Dowiadujemy się, że gdy wyjdą, będą rozszarpani przez Iwy, na arenie. Będzie wspaniałe, dzikie widowisko. Ludzie zjadani przez Iwy. Trzech opryszków szuka wśród siebie ofiary. Już bowiem wiadomo, że wystarczy, gdy JEDEN zgodzi się dobrowolnie wyjść, pozostali dwaj będą ocaleni. Lwy zadowolą się jedną ofiarą, byle dobrowolnie wyszła. No, ale kto idzie dobrowolnie na śmierć? Dwaj z nich siłą ciągną na arenę trzeciego. Darmo, było powiedziane: dobrowolnie. Nadal pozostają w sytuacji bez wyjścia. Tajemnicze drzwi otwierają się i jeden z nich, jeden z opryszków, z łotrzyków, wychodzi dowiedzieć s
Tytuł oryginalny
Marzenia i arena
Źródło:
Materiał nadesłany
"Wiadomości" nr 9