07.04.2009 Wersja do druku

Martwa tkanka żywa

Zbrodnia nie została osądzona, winny nie poniósł kary. Widać jednak, że można nie zwracać na to uwagi i budować na tym swój beznamiętny świat - o "Jedną ręką" w reż. Anny Smolar w Teatrze Studio pisze Antoni Winch z Nowej Siły Krytycznej.

Istnieje taki gatunek zbrodniarzy, dla których zbrodnia, jaką popełnili, nie wiąże się z wyrzutami sumienia czy poczuciem winy. Nie mają sobie nic do zarzucenia, wykonywali rozkazy, w najgorszym razie je wydawali, musieli żyć i dawać sobie radę w tak, a nie inaczej urządzonym świecie. Katów nikt nie sądzi, o ile ich zbrodnie się przedawniły, odeszły na tyle daleko w przeszłość, że pozwoliły im zamienić się w sędziwych staruszków podlewających roślinki w swoich domach, mieszkaniach czy posiadłościach. Gorzej z ofiarami. Do nich spokój dociera znacznie dłuższą drogą, o ile w ogóle. Doznanej krzywdy nie da się wymazać. Jest jak wirus, który nie atakując tkanki organicznej, przenosi się w czasie na kolejne pokolenia, by toczyć, degenerować oraz śmiertelnie zatruwać, sumienia i dusze. W sztuce Joëla Pommerata, "Jedną ręką", reżyserowanej przez Annę Smolar, rozkłada on rodzinę Ojca (Stanisław Brudny). Najwyraźniejsze objawy zarażen

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Antoni Winch

Data:

07.04.2009

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe