Logo
29.04.2004 Wersja do druku

Maratończyk Marian Czerski

Gdy wrócił z maratonu w Nowym Jorku, tego samego dnia, zaledwie pięć godzin później, był już na scenie. - Bieganie to moja wielka pasja, ale aktorstwo to moje życie - mówi Marian Czerski, aktor Teatru Polskiego we Wrocławiu.

- W moim wieku jakikolwiek rodzaj aktywności fizycznej to zwykła konieczność. Wybrałem bieganie, bo to sport, który nie wymaga wielkich inwestycji. Wystarczą dobre buty. A skoro okazało się, że daję sobie radę nawet w maratonach, to staram się w nich uczestniczyć - mówi aktor. Marian Czerski skończy w tym roku 47 lat. Trudno uwierzyć, że od dziewięciu miesięcy jest dziadkiem. Ma świetną, młodzieńczą sylwetkę. Dawniej nie myślał nawet o bieganiu, ale gdy skończył 35 lat, postanowił zadbać o kondycję. - Do biegania namówił mnie przyjaciel. Ten pierwszy raz będę pamiętał do końca życia: był wczesny ranek, ciemno, mokro i przeraźliwie zimno. Biegałem tylko przez pół godziny, ale następnego dnia miałem potworne zakwasy - wspomina Czerski. - To mnie jednak nie zniechęciło. Uparłem się, że będę biegać, więc biegałem. Wysłali go koledzy Z czasem aktor zaczął biegać na coraz dłuższych dystansach. Zapisał się do klubu sp

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

SŁowo Polskie Gazeta Wrocławska nr 101

Autor:

Agnieszka Trojanowicz

Data:

29.04.2004