Po pierwszym akcie i po bardzo przydługiej przerwie mieliśmy możność podziwiania p. Piekarskiego w roli mandaryna Wu. Bo wszystko, co działo się przedtem, nie było ani, pociągającem, ani nawet miłem. Dopiero postać mandaryna potrafiła ożywić akcję, wlać w widzów bardzo dużą dozę zainteresowania i nawet podziwu dla gry jednego artysty. - Inni bowiem nie stanęli na poziomie, nie umieli oddać swej roli w należyty sposób i raz za razem popełniali szereg błędów od szarży począwszy, na nieudolności skończywszy. Nie należy jednak sądzić, że jest to winą artystów, których przecież znamy nie od dziś i jesteśmy przekonani o ich dużych możliwościach. Tym razem jedna popisowa rola była wdzięczną i dawała szerokie pole artyście. Dlatego też p. Piekarski wykonał ją bardzo dobrze, starannie, podkreślając każdy potrzebny akcent, czy też niedomówienie. Zdołał połączyć chińską grzeczność z udzielaniem niezbyt delikatnych, ale słuszny
Źródło:
Materiał nadesłany
Echo Kujawskie
Data:
08.12.1935