19.05.2008 Wersja do druku

Mało miasta, dużo seksu

W trakcie tego krótkiego przedstawienia można odnieść wrażenie, że będzie trwało w nieskończoność, bo kolejnych rodzajowych, zabawnych scenek można by dopisać sto tysięcy. - o spektaklu "Wrocław, sex i brzydkie słowa" Teatru Ad Spectatores we Wrocławiu pisze Marta Bryś z Nowej Siły Krytycznej.

Wrocław ma wiele szczęścia, bo oprócz teatrów instytucjonalnych posiada tzw. off, który wielokrotnie przebija poziomem artystycznym zawodowe sceny Dolnego Śląska. Entuzjazm aktorów, talent reżysera i autora tekstów, bezpretensjonalność spektakli wielokrotnie zapewniały komplety na widowni. Teatr Ad Spectatores po raz kolejny zaproponował widzom "wrocławski" spektakl, jednak zaprezentowana pierwsza z czterech części ujawniła wiele niedociągnięć. "Wrocław, sex i brzydkie słowa" zapowiadano jako analizę atmosfery miasta, o którym tak często mówi się w superlatywach. Pomysł fabularny dość prosty - zaczyna się od występu ulicznych śpiewaków, którzy przy dźwiękach warszawskiej piosenki "Milionerzy" wprowadzają widownię na piętro Browaru. Następnie poznajemy stryja (Michał Wielewicki), który przyprowadził swojego bratanka (Piotr Zakrzewski) do peep-show, chcąc przyśpieszyć jego inicjację seksualną. Tam spotykają Zygfryda (Marcin Chabowsk

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Marta Bryś

Data:

19.05.2008

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe