"Sztuka bez tytułu" w reż. Agnieszki Glińskiej w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Jacek Sieradzki w Odrze.
- Cieszę się, że padło nazwisko Czechowa - powiedział prowadzący. - We właściwym świetle ustawia mi to problem nudy, która mnie ogarniała, gdy oglądałem ten film. Dyskutowaliśmy w ramach "Tygodnika Kulturalnego", który w chwili, gdy będą Państwo czytać te uwagi, pewnie zniknie już z ramówki wykańczanej przez telewizyjną gangsterkę anteny TVP Kultura. Zniknie z oczywistą stratą. Nie dlatego, żeby był znowu taki świetny; po wielekroć psuliśmy go pospołu niedostatkami swych talentów. Ale wymyślono mu sensowną formułę, w myśl której komentatorzy różnych dziedzin sztuki mieli przy jednym stole rozmawiać o najciekawszych zdarzeniach artystycznych mijającego tygodnia. Mieli ze swoimi narzędziami krytycznymi włazić na poletka sąsiadów, nie zatrzaskiwać się na własnym podwórku. Traktować kulturę jako całość, nie federację branż; przeciwdziałać tendencjom do tworzenia się twórczych gett. Tendencjom nader mocno dziś w teatrze dolegl