W minionym sezonie byłem na wszystkich premierach operowych i baletowych Opery Wrocławskiej i byłbym niewdzięcznikiem, gdybym chciał w tej beczce miodu, odnaleźć łyżkę dziegciu. Pani Ewa Michnik odzyskuje stracone lata, buduje kanon repertuarowy sceny, uzupełniając go produkcjami nowszymi, jak choćby pięknym "Rajem utraconym" Krzysztofa Pendereckiego w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego - mówi Leon Kieres, profesor nauk prawnych, senator IV i VII kadencji, prezes IPN w latach 2000-2005, miłośnik opery.
Oczywiście, mam sporo operowych marzeń, ulubionych śpiewaków, których chciałbym usłyszeć we Wrocławiu, reżyserów, których inscenizacji jeszcze nie oglądałem. To kwestia pieniędzy, ale może uda się kiedyś zaprosić Renée Fleming, Annę Netrebko, Marię Guleghinę, Edytę Gruberovą czy Rumunkę Angelę Gheorghiu. Z męskich głosów czekam na tenorów Roberto Alagnię, Jonasa Kaufmanna, Juana Diego Flóresa i rosyjskiego barytona Dymitra Hvorostovskiego. Nie zapominam o polskich głosach - naszej Aleksandrze Kurzak, której karierę obserwuję od początku, Andrzeju Dobberze, Mariuszu Kwietniu, Piotrze Beczale. Z mistrzów batuty wybrałbym Zubina Mehtę, Jamesa Levine'a, Adama Fischera, Ricardo Mutiego i Walerego Gergieva. A jeśli o repertuar i reżyserów chodzi to wiele dobrego słyszałem o Robercie Carsenie. Podobno przygotował świetną "Elektrę" w Tokyo. Obejrzałbym chętnie "Ignoranta i szaleńca" Mykietyna w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, "Andre