09.05.2016 Wersja do druku

Leon Charewicz: Jestem podobny do Spacey'ego, ale pytanie brzmi: no i co z tego?

- Za moich czasów po teatrze chodziło się przy ścianach, kiedy korytarzem szedł starszy aktor, a już, nie daj Boże, z doświadczeniem i nazwiskiem. Dzisiaj wszystko spsiało - mówi Leon Charewicz, aktor Teatru Współczesnego w Warszawie.

Przez pierwsze lata życia mieszkał na dzisiejszej Białorusi. Przed studiami z kolegami z kapeli grał na kilku weselach i wiejskich zabawach. Przyznaje, że nie lubi się chwalić i do dzisiaj nie wiem, dlaczego wybrał ten zawód. Muszę stwierdzić, że jest pan tajemniczą osobą. - Dlaczego? Informacji na temat pańskiego życiorysu jest niewiele. Jedynie data i miejsce urodzenia, rok ukończenia studiów i debiutu w teatrze, nazwy teatrów, których był pan aktorem, i długa lista filmów, seriali i spektakli z pana udziałem. Wywiadów również mało pan udziela. - No i chwała Bogu, bo dlaczego mam się chwalić? Życie prywatne to życie prywatne. I tyle. Rozbudujemy trochę pański życiorys w naszej rozmowie? - Z góry panu mówię, że o moim życiu prywatnym nie powiem panu nic. Ale mi chodziło o życiorys zawodowy. - A no, to chyba że tak. Zacznijmy od miejscowości, w której się pan urodził, czyli Michapi w Związku Radzieckim. Nie zn

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Jestem podobny do Spacey'ego, ale pytanie brzmi: no i co z tego?

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Olsztyńska nr 106/7.05

Autor:

Mateusz Przyborowski

Data:

09.05.2016