"Księga Hioba" w reż. Piotra Cieplaka w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Pisze Leszek Pułka.
Zamknąć opowieść w sześcianie powietrza. Naznaczyć jego ściany czernią i światłem. Usadzić aktorów przy pulpitach z partyturą. Skłonić jazzujące trio do muzycznego komentarza scenicznych obrazów. To pomysł Piotra Cieplaka na "Księgę Hioba". Inscenizacja Cieplaka przypomniała mi legendarny teatr instrumentalny MW 2 i projekty Bogusława Schaeffera. Narracje dzieją się tu bowiem przede wszystkim w wyobraźni odbiorcy, nie na scenie. Gra jest próbowaniem tekstu. Spektakl jego wchłonięciem. Patrząc na spektakl Cieplaka, trzeba przełamać stereotypy. Widz, dramat, scena, działania aktorskie - właściwie nic nie jest konwencjonalne. Słowa biblijnej "Księgi Hioba" w interpretacji zaproszonych przez Cieplaka artystów przybrały postać fonosfery, która stapia się z elektrycznym brzmieniem instrumentów Kormoranów. Te dwa światy równoczesnych lub przeglądających się w sobie dźwięków wyznaczają dramaturgię. Reszta, czyli teatr, to scenograficz