18.01.2019 Wersja do druku

Lear w epoce Netflixa

Nakręcona dla BBC najnowsza wersja "Króla Leara" może nie zaskakuje oryginalnością interpretacji, ale z pewnością przypadnie do gustu koneserom angielskiego aktorstwa - pisze Henryk Mazurkiewicz w miesięczniku Teatr.

Już w pierwszych kadrach filmu kamera zawisa nad betonową dżunglą współczesnego Londynu. Zbliża się noc. Niezliczone okna wieżowców świecą żółtym elektrycznym światłem. Pod Tower Bridge przepływa barka. Do samego Tower zaś śpieszy czarny państwowy range rover. Wewnątrz średniowiecznej twierdzy podobnych kontrastów też nie zabraknie. Mroczne kamienne ściany bez okien sąsiadują tu z lśniącym metalem eleganckich dizajnerskich krzeseł. Masywność kolumn z lekkością i przezroczystością szklanego stołu do posiedzeń, bardziej odpowiedniego do sali konferencyjnej biura korporacyjnego niż do pałacu dziedzicznych monarchów. Wchodzi Lear. W szarym wojennym mundurze bez oznaczeń przypomina dwudziestowiecznego dyktatora. Na twarzy ma blizny. Najprawdopodobniej ślady niestroniącej od przemocy przeszłości. Najprawdopodobniej, ponieważ w zgodzie z tekstem Szekspira, nic tak naprawdę o nim nie wiemy. Jakim był władcą? Czego dokonał? Do czego zmierz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Lear w epoce Netflixa

Źródło:

Materiał nadesłany

Teatr nr 12 online/2018

Autor:

Henryk Mazurkiewicz

Data:

18.01.2019