Powiem szczerze: widziałem już wiele inscenizacji tekstu Gombrowicza ["Iwony, księżniczki Burgunda"] - Hübnera, Jarzyny, Augustynowicz, Bergmana, nie mówiąc o wielu spektaklach, które nijak się nie zapisały w pamięci, ale tę lalkową wersję muszę zaliczyć do wyjątkowo ciekawych, nawet odkrywczych - o przedstawieniu Mariana Pecko pisze Wojciech Majcherek po Festiwalu Teatrów Lalkowych w Opolu
Pięć dni w Opolu na festiwalu teatrów lalek. Pouczające. Wnioski? Nie należy lekceważyć lalkarzy. Jasne, że na festiwalu pokazały się spektakle ponad przeciętne. Będące wyrazem ambicji teatrów i artystów. Ale w końcu teatry dramatyczne też się tak różnicują. Na pewno nie po raz pierwszy lalkarze udowodnili, że nie wolno ich zamykać w gettcie sztuki dla dzieci. Jeśli robią spektakle dla małych widzów, to niejednokrotnie pod względem formy i przesłania są to rzeczy niebanalne. "W beczce chowany" - spektakl z Teatru Animacji w Poznaniu opowiada o złej miłości rodziców do dziecka i nie ma happy endu. "Sklep z zabawkami" z Teatru Banialuka w Bielsku-Białej poddaje w wątpliwość wirtualny świat, w który dzieci tak już chętnie wchodzą. "O mniejszych braciszkach świętego Franciszka" z Opolskiego Teatru Lalki i Aktora w dowcipny, bezpretensjonalny sposób podaje prawdy, które być może na lekcjach religii nabierają cech drętwej dydaktyki. "Jest kr