- Nie potrafiłabym zrezygnować ze specyficznego rodzaju ciszy, gdy czuję, że publiczność oddycha ze mną - mówi AGNIESZKA WARCHULSKA.
Z Agnieszką Warchulską [na zdjęciu] o niesuszeniu kwiatów, schodach do morza, miłości i demonach rozmawia Piotr Baran Dobre Wnętrze: Gdzie nie mogłaby Pani zamieszkać? Agnieszka Warchulska: W Iranie. Miałam 17 lat, gdy pojechałam odwiedzić będącego tam na kontrakcie tatę. Przygotowałam się do tej podróży bardzo skrupulatnie, a mimo to po wyjściu z samolotu chciała mnie zgarnąć policja obyczajowa. Za płaszcz do kolan, który powinien sięgać kostek. Z opresji uratował mnie tata. Musiałam obwiązać się dodatkową chustą i jak najszybciej wsiąść do samochodu. Było ze 40°C. Później siedziałam w chuście, płaszczu i skarpetkach w restauracji. W osobnym kółku, z kobietami. W wagoniku kolejki górskiej zajmowałam miejsce w części dla kobiet... Dlatego jak słyszę, że kobietom tam jest dobrze, to krew się we mnie gotuje. W Iranie na moich oczach tłum zlinczował dziewczynę. Za to, że w czasie Ramadanu zrobiła sobie makijaż. Biły ją inne