Mocne zakończenie arcypolskiego sezonu w Teatrze im. Wilama Horzycy
Przyznam, że buntuję się, gdy w zapowiedziach przed premierą słyszę o konieczności odkurzenia Mickiewiczowskich "Dziadów". Ale może należę do ostatniego z pokoleń, dla których to tekst niezakurzony? Cieszę się, że mimo tych oporów dałam się przekonać nowej inscenizacji w Teatrze Horzycy. Pięciu mężczyzn siedzi na krzesłach w rządku. Trzymają butelki z wodą. Piją, trącając się nimi - wszak "jutro jest Narodzenie Boże". Cela Konrada zamieniona w... ławkę przed sklepem z serialu "Ranczo"? A może jednak więzienie? Nie ma potrzeby zastanawiać się, gdzie ta ławka stoi. Wszak reżyser zapowiadał, że chodzi o wewnętrzne ograniczenia, stworzone z kompleksów i niespełnionych pragnień. To kompleksy odziedziczone po przodkach. Zapewne to sugeruje dochodzące z głośnika wprowadzenie autorstwa Mickiewicza w treść trzeciej części "Dziadów", które przybliża okoliczności uwięzienia filomatów w Wilnie. Czemuż innemu służyłoby w ahisto