25.01.2005 Wersja do druku

Kto gra w piki ma wyniki

Przyjęło się bowiem, szczęśliwie już nie pośród krytyków, lecz wciąż pośród "ludzi ogólnie zorientowanych", przypinać Mariuszowi Trelińskiemu etykietkę awangardzisty. Głęboka niezgoda! - pisze Maciej Weryński.

Znakomite sceny, jak ta z Lizą na moście, zawieszonym gdzieś między usianym wirującymi czarnymi ptakami szarym niebem a sceną. Niepokojące i piękne jednocześnie. Postać Hrabiny zupełnie odmienna niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni - odmłodzona (nie mamy wątpliwości, że w wyniku miliona operacji plastycznych), przypominająca znacznie bardziej damy z Hollywood niż rosyjską arystokratkę. Warszawska premiera "Damy pikowej" Czajkowskiego wpisała się bez większych problemów w ciąg dotychczasowych realizacji Mariusza Trelińskiego na scenie operowej. Pytanie: dobrze to czy źle? Treliński potraktował "Damę...", jakby głównym jego celem było "robienie inaczej". To niewątpliwie ją odświeża, scenicznie uatrakcyjnia (jeśli założymy, że krynolina automatycznie usypia współczesnego widza). Ale też tym razem nie znalazłem w inscenizacji żadnej rewolucji, która by te zabiegi uprawniała. Choć, z drugiej strony, może atrakcyjność wizualna (i -

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Kto gra w piki ma wyniki

Źródło:

Materiał nadesłany

Foyer nr 7

Autor:

Maciej Weryński

Data:

25.01.2005