"Turandot" w reż. Mariusza Trelińskiego w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w Warszawie. Pisze Olgierd Pisarenko w Ruchu Muzycznym.
Zgodnie z oniryczną logiką tej inscenizacji (i niektórych poświęconych jej tekstów) kompozytor mógł był udać się na kozetkę do Zygmunta Freuda, zamiast jechać na lekarskie konsultacje do Brukseli. Można by dodać, że byłoby najlepiej, gdyby przedwcześnie nie umarł, tylko wraz z librecistami przysiadł fałdów nad muzycznie i psychologicznie przekonującym finałem. Niestety, ostatniej operze Pucciniego na wieczność przypisany został status kalekiego, nieukończonego arcydzieła, kolejne pokolenia będą łamać sobie głowę nad jego zagadkami - Kalaf rozwiązał trzy, ale jeszcze sporo pozostało. Treliński jest artystą poważnym i dociekliwym. Chce przeniknąć motywacje bohaterów i zrozumieć ich postępowanie. Robią wszak rzeczy sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, mając jakby wyłączone pewne zakresy uczuć, podczas gdy inne rezonują u nich z nadmierną siłą. Można oczywiście powiedzieć, że rządzi tu logika baśni, która nie potrzebuje przekonuj�