12.10.2019 Wersja do druku

Krystyna Zachwatowicz-Wajda: Życie było dobre

- Kiedy mówiłam, że szkoda, że nie poznaliśmy się wcześniej, mówił, że lepiej, że to nastąpiło po rozmaitych doświadczeniach. Że wszystkie błędy za nami - mówi Krystyna Zachwatowicz w 3. rocznicę śmierci Andrzeja Wajdy.

Dona Subbotko: Bez pana Andrzeja woli pani żyć w Krakowie, nie w Warszawie? Krystyna Zachwatowicz: Andrzej chciał być pochowany na cmentarzu na Salwatorze, obok matki. Dla mnie też jest tam miejsce. Oczywiste było, że się przeprowadzę. Zresztą mieliśmy tu mieszkanie. Ale wszystkie ważne rzeczy z domu na Żoliborzu są teraz tutaj, w pokoju fundacji Kyoto-Kraków. Ten pokój to namiastka państwa warszawskiego salonu. Taki sam zielony kolor na ścianach, meble z tamtego pokoju, fotografie. - W ostatnich latach zwykle siedział przy tym stole i pisał. Zawsze piórem. Więc wszystko jest tutaj, dla siebie prawie nic nie wzięłam. Nic osobistego? - Korespondencji jest mało, nie pisaliśmy do siebie, prawie się nie rozstawaliśmy. Jego pióro ciągle mam. Nie chcę oddać nikomu. I zegarek trzymam. Nie wiem po co. Jak teraz mija czas? - Strasznie szybko. Mam, dzięki Bogu, różne zajęcia. Zależy mi, żeby spełnić to, co on napisał w testamencie - żeby f

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Życie było dobre

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 239 online

Autor:

Donata Subbotko

Data:

12.10.2019