19.06.2020 Wersja do druku

Krystyna Janda: Widzowie muszą od nas wyjść z "czymś"

- Sama jestem jak spadochroniarz, zawsze do dyspozycji, ląduję tam i wtedy, gdzie i kiedy inni nie mogą - mówi Krystyna Janda, aktorka, reżyserka i prezes Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury w rozmowie z Tomaszem Miłkowskim w Przeglądzie.

Silna pozycja rynkowa Polonii i Och-Teatru to świadectwo, że można prowadzić ambitny teatr niepubliczny i nie splajtować (na razie pomijam negatywny wpływ pandemii). Jak to się robi? Jest na to jakiś przepis? - Jest chyba wiele elementów, które należy uwzględniać, ale nie wydaje mi się, żebym myślała inaczej od strony artystycznej niż dwaj dyrektorzy, pod których opieką pracowałam i w których zespołach byłam, panowie Janusz Warmiński i Zygmunt Hübner. To znaczy przede wszystkim teatr za wszelką cenę dobry i grający nieprzerwanie. Dobry, dobrze grany, różnorodny, szanujący widza, swoich aktorów i sam siebie, dbający o powtarzalność jakościową wieczorów, o światło, efekty, zatrudniający wybitnych scenografów, kostiumologów, wszelkich współpracowników. Ale tak było i w tamtych teatrach, Ateneum i Teatrze Powszechnym moich czasów. Dziś nasza fundacja działa odmiennie, nasz rachunek ekonomiczny jest zasadniczo różny od tamtego sprzed

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Widzowie muszą od nas wyjść z "czymś"

Źródło:

Materiał własny

Przegląd nr 25

Autor:

Tomasz Miłkowski

Data:

19.06.2020

Tematy w toku