Logo
2.01.2009 Wersja do druku

Krótka ławka po Hübnerze

20 lat po śmierci Zygmunta Hübnera w polskim teatrze nie ma godnych jego pamięci dyrektorów. O kim za 30, 50 lat środowisko teatralne będzie wypowiadać się z równą jednomyślnością i szacunkiem? O Piotrze Kruszczyńskim, Pawle Łysaku, Macieju Nowaku, Bartoszu Szydłowskim? Każdy z nich ma na koncie walki z opinią publiczną i urzędnikami, wobec wyborów artystycznych każdego od lat narastają kontrowersje. Konkursy nie wyłaniają talentów, urzędnikom brakuje pomysłów. Jak to zmienić? - pyta Joanna Derkaczew w Gazecie Wyborczej.

Mistrz, ikona, wzór dyrektora teatru, strażnik sumienia. O Zygmuncie Hübnerze nie mówi się dziś inaczej. Jako kierownik artystyczny Teatru Wybrzeże w Gdańsku (1958-60) odkrył dla sceny debiutującego Wajdę, współpracował ze Swinarskim i Szajną. Na okres jego dyrekcji (1963-70) przypadają najlepsze lata Starego Teatru w Krakowie. Stworzył zespół i inteligencki mit warszawskiego Teatru Powszechnego, kierując nim od 1974 roku aż do śmierci. - Potrafił ściągać aktorów, wyszukiwać indywidualności reżyserskie. Nie podporządkowywał sceny sobie. Jego kolejne dyrekcje były wydarzeniami nie tylko w życiu teatru, ale i miasta - opowiadał podczas poniedziałkowych obchodów 20. rocznicy śmierci patrona Powszechnego krytyk Jacek Sieradzki. - Pytany, co go interesuje w teatrze, mówił powściągliwie: "Człowiek w działaniu społecznym". Podnosił te same problemy etyczne, które pojawiały się w literaturze i publicystyce drugoobiegowej, emigracyjnej. Ten rodza

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Hübner i długo nic

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 11 online

Autor:

Joanna Derkaczew

Data:

02.01.2009