04.02.2014 Wersja do druku

Królowa Lodu

Reżyser uczy nas nieufności wobec każdej opowieści dopominającej się "krwawej ofiary" - o spektaklu "Lód" reż. Konstantina Bogomołowa w Teatr Narodowym w Warszawie pisze Michał Centkowski z Nowej Siły Krytycznej.

I Nad sceną rozpościera się wielki ekran. Na scenie, niczym w starym magazynie, obskurne fotele ustawione rzędami układają się w skomplikowany labirynt. Bohaterowie spektaklu wkraczają w ten świat, ustawiając się niczym pionki na szachownicy. Kolejne mikrosceny rozgrywają się w różnych planach, aktorzy odgrywając swoje role, zmieniają miejsca w tej układance. Niektórzy milczą, jak gdyby posłusznie realizując zamysł "wielkiego konstruktora". Pośród siermiężnych mebli epoki realnego socjalizmu stoi prosty drewniany krzyż, z którego złowrogo spogląda w stronę widowni trupia czaszka. Z boku proscenium leży skromna, acz budząca jakiś dziwny niepokój, czarna trumna. Cały spektakl rozgrywa się niejako w języku, najbardziej fantastyczne światy powołuje do życia na scenie słowo. Dialogi bohaterów uzupełniono fragmentami powieści wyświetlanymi na wielkim ekranie. Przewodnikiem w tej dziwnej podróży pozostaje zatem Sorokin. Konstantin Bogomoł

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Michał Centkowski

Data:

04.02.2014

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe