Szeroko reklamowany Zabłocki jako cięty satyryk z czasów króla Stasia w reżyserii Andrzeja {#os#391}Strzeleckiego{/#} wystąpił jako sympatyczny i pogodny autor-dworzanin. Trudno uwierzyć, że "Król w kraju rozkoszy" nie wszedł do pierwszego ani drugiego wydania dzieł osiemnastowiecznego komediopisarza z powodu "śliskości przedmiotu i zbyt wolnych żartów", ba, znalazł się na liście utworów zakazanych. Żarciki na temat władzy nie były zbyt wnikliwe i głębokie, a zmysłowy erotyzm i niejaka rubaszność należą dziś niemal do obowiązujących cech kanonu klasyki polskiej. Andrzej Strzelecki wystawił Zabłockiego w TV, tak jak się wystawia na giełdzie ładną szkatułkę po babci: z wdziękiem i odrobiną sentymentu dla uroków polszczyzny. Stworzył baśniowy kraj, w którym wszystko jest możliwe, wszystko jest miłe, ładne i niezbyt skomplikowane i wiadomo, że dobrze się skończy. W uroczej zabawie pomógł mu wybitnie scenograf, rysując na zie
Tytuł oryginalny
Król w kraju rozkoszy
Źródło:
Materiał nadesłany
Kultura Nr 3