WIESŁAW OCHAL - człowiek utkany z teatralnej materii, chodząca encyklopedia zakulisowej anegdoty, brygadier sceny i elektryk w Starym Teatrze w Krakowie, po 46 latach pracy przeszedł na emeryturę.
Miał być chemikiem, został elektrykiem. I do tego w teatrze! Ustawianie reflektorów nie było jego jedyną domeną, czasem wychodził na scenę i statystował. Raz zagrał w roli z tekstem! W Wiedniu Klaus Maria Brandauer odwoził go z wytwórni porschem i nazjwał Walezą. Jan Peszek poił najlepszymi alkoholami, a za komuny Zofia Jaroszewska powierzała mu uciułane dolary. Wiesław Ochal - chuligan z Półwsia Zwierzynieckiego, jak sam o sobie mówi, czuje się równie dobrze na krakowskich Plantach jak i na nowojorskim lotnisku. Biedny czy bogaty, zawsze pełen humoru chce uściskać świat i ludzi, których spotyka na swej niecodziennej, ale ściśle z teatrem związanej drodze. Werwa, uśmiech, cięta riposta zjednjrwały mu przyjaciół, którzy tłumnie przybyli na Nową Scenę Starego Teatru, aby uściskać bohatera dnia, powspominać razem spędzony czas. Najwięcej jednak mówił sam Ochal. - Subtełny, delikatny, wrażliwy na piękno - to ja. Waga - dowcipkował na s