11.04.2014 Wersja do druku

Krew, pot i łzy

Siedzieliśmy kiedyś z Krzysztofem Globiszem w stołówce krakowskiej PWST i między botwinką a ruskimi z patelni obgadywaliśmy studentów - pisze Tadeusz Nyczek w Dialogu.

- Ilu zdawało na aktorski w tym roku? - spytałem Globisza, ówczesnego prorektora. Ilu zdawało na reżyserski wiedziałem, bo byłem w tej komisji. - Coś koło tysiąca dwustu - powiedział Krzysztof. - O - stwierdziłem z niejakim zaskoczeniem. - Nieźle. Na dwadzieścia miejsc. A ilu z tej mniej więcej dwudziestki - bo raczej nie wszyscy skończą szkołę - znajdzie etat w teatrze? - Gdzieś tak co piąty. Ale przecież nie wszyscy pchają się do teatru. - Aha. To znaczy tysiąc dwustu młodych ludzi uważa, że aktorstwo to taka robota, która nie dość że czysta i przyjemna, to w dodatku intratna? Czerwone dywany, kobiety u stóp, błękitne ferrari i wakacje na Ibizie? - No nie każdy tak myśli - zaoponował Krzysztof, usiłując ogarnąć niesforną botwinkę. - Do samych konfitur przebić się trudno, to już wiedzą - dodał z niejakim jednak wahaniem. - Ale mają nadzieję, tak. Dużo nadziei. Że właśnie im się uda. Łatwo nie będzie, ale jak już... Pogad

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Krew, pot i łzy

Źródło:

Materiał nadesłany

Dialog nr 2/02.2014

Autor:

Tadeusz Nyczek

Data:

11.04.2014